Kleryk Ditrick Julius Sanga

  pochodzi z Matamba w Tanzanii.

Nazywam się Ditrick Julius Sanga, pochodzę z Tanzanii, z Matamba w regionie Njombe.

Mam dwóch braci – Amadeo i Mauro, oraz dwie siostry – Deodatę i Roswitę. Urodziłem się jako drugie dziecko w rodzinie. Mój ojciec, Julius Makombola Sanga, był nauczycielem w szkole podstawowej, a moja matka, Estelina Kyembakitali Ngogo, opiekowała się domem.

Dzieciństwo spędziłem w dwóch miejscach – Matamba i Mwela. Tam moje powołanie zaczęło kiełkować. Wielkie wrażenie robił na mnie ksiądz. Jego posługa dla ludzi oraz to jak prezentował się w szatach liturgicznych. Z tamtego czasu pamiętam też piosenki, które pozostały w moim życiu jak wezwanie do powołania. Kiedy byłem w szkole średniej, jeden z moich nauczycieli zaproponował mi, abym wstąpił do seminarium. Zaakceptowałem pomysł, ponieważ myślałem o powołaniu już znacznie wcześniej. Wtedy niewiele wiedziałem o kapłaństwie, nie potrafiłem nawet odróżnić kapłanów diecezjalnych od misyjnych. Kiedy byłem w szkole średniej w Songea Boys Secondary School, jeden z moich kolegów z klasy opowiedział mi o Misjonarzach Matki Bożej Pocieszenia. Od tamtej chwili robiłem wszystko, co było konieczne, aby do nich dołączyć – z radością przyjąłem więc informację, że zostałem przyjęty do Seminarium Misjonarzy Consolata.

Teraz jestem tutaj w Polsce na rok praktyk. Przyjechałem tu po odbyciu nowicjatu w Mozambiku oraz po ukończeniu studiów teologicznych w Rzymie na Papieskim Uniwersytecie Urbanistycznym. Ten rok jest kolejnym etapem formacji, mającym na celu przygotowanie do kapłaństwa. Zgodnie z wolą Bożą, pod koniec tego etapu następuje profesja wieczysta i święcenia diakonatu. A potem - święcenia kapłańskie.

Przyjazd do Polski był dla mnie zaskoczeniem. Nie sądziłem, że będę tu odbywał praktyki. Ponieważ po ukończeniu studiów teologicznych w Rzymie nikt nigdy tutaj nie został wysłany. Tak więc jestem tu pierwszym klerykiem. Zaakceptowałem wolę przełożonych i jestem z tego powodu szczęśliwy.

O Polsce słyszałem wiele rzeczy, np. że Polska jest krajem bardzo zimnym, to było pierwsze wyzwane, które pojawiło się w mojej głowie. Po drugie, że język polski jest bardzo trudny, a także, że to jest kraj o innej kulturze. Czy liczyłem to też jako wyzwania? Raczej już nie, pomyślałem, że dopóki nie przyjadę i nie zobaczę, jak to wygląda na miejscu, nie będę się tym zamartwiał. Postrzegałem odmienność jako zaletę, ponieważ poznawanie innych kultur pozwala zachować otwarty umysł. Słyszałem wiele dobrych rzeczy o Polakach, więc to mnie uspokoiło. Powiedziałem sobie, że nawet jeśli pojawiają się wyzwania, ważne jest, aby ludzie byli dobrzy, dzięki czemu można stawić czoła trudnościom. A także, że Polska jest krajem chrześcijańskim i mieliśmy wielkiego papieża z Polski, którego podziwiam. To też mnie zachęciło.

Przybywając tutaj, chciałbym podziękować moim braciom – Ojcu Luce, Ojcu Juanowi Carlosowi i Ojcu Ashenafiemu oraz wiernym ze wspólnoty związanej z naszym zgromadzeniem w Polsce za serdeczne przyjęcie. Czuję się dobrze.

Zacząłem uczyć się języka polskiego. Powoli poznaję także kulturę, ciesząc się polską rzeczywistością. Cieszę się, że mogę tutaj spędzić rok praktyk.

Przede wszystkim staram się robić to, co w granicach moich możliwości, i oddaję się w ręce Boga. Modlę się, aby mnie prowadził i towarzyszył mi w moim powołaniu oraz wszystkim, którzy pomagają mi żyć w pełni mojego  powołania – a wszystko dla chwały Boga i Jego Świętego Imienia, a nasza Matka Boża Pocieszenia jest naszą podporą w różnych sytuacjach życiowych.